Niedziela. Kurwa mać. Jak ja nienawidzę niedziel. Znowu
przylezą całe tłumy starych moherów, ehhh … a potem będą błagać o uzdrowienie
ich z brodawek i wrzodów na dupie.
Pewnie zastanawiasz się kim jestem. Nie jestem lekarzem
jeśli o tym myślisz. Bogiem? He he he. Dobre, ale nie. Nie jestem w stanie z
własnej woli kiwnąć nawet pieprzonym palcem. W sumie … sam sobie jestem winien.
Jakbym się trochę ogarnął, poszedł na imprezę jak reszta moich kolegów, zamiast
zapieprzać w niedzielę do kościoła to może uniknąłbym całego tego bajzlu. Może
…
Ale zacznijmy od początku. Kilka lat temu rozpocząłem naukę
w liceum. Kierunek humanistyczny, nic wielkiego. Wymyśliłem sobie, że pójdę
studiować teologię i zostanę księdzem. Tak, chciałem być klechą. Cholera … może
już wtedy się zaczęło.
W czasie gdy latałem na sobotnie i niedzielne msze i
nabożeństwa moi koledzy robili kursy po miejskich klubach i zaliczali panienki.
Wtedy było mi ich szkoda … nie rozumiałem jak mogą tak marnować swoje życie
kiedy czeka na nich wieczność w raju.
Hmmpf … Życie jest takie ironiczne.
Na początku drugiego roku jeden z klasowych cwaniaków
zjechał po całości naszego katechetę posiłkując się cytatami z Biblii. Dlaczego
to zrobił? Nie wiem. Mógł po prostu nie chodzić na religię, ale i tak zdecydował
się głosić ateizm na lekcjach. Ehhh … Wtedy byłem wściekły, co gorsza czułem
się zawstydzony, że niewierzący zna Pismo Święte lepiej niż chrześcijanie …
lepiej niż ja.
Po tych zajęciach katecheta zwolnił się z pracy. Nawet nie
spróbował wygrać kolejnej dyskusji …
Od tego dnia w naszej klasie zaczęto jawnie wyśmiewać
Kościół. Większość uczniów z wyjątkiem kilku średnio rozgarniętych wiejskich
dziewczyn i mnie, przestało chodzić na lekcje religii. Teraz prowadził je starszy,
gruby wikary z pobliskiej parafii.
Pewnego razu na przerwie, zanim zaczęła się religia,
większość klasy postanowiła zrobić sobie wagary. Nie wytrzymałem … ze smutkiem
w głosie zapytałem, czy oni wszyscy naprawdę nie wierzą w Boga? Kilkoro moich
kolegów uśmiechnęło się do mnie szyderczo i odparło – A co cię to obchodzi?
Mieli rację, nie powinno …
Tego dnia zaraz po zajęciach pobiegłem do kościoła modlić
się za ich dusze. Uklęknąłem przed balaskami. Wtedy to się stało …
Poczułem piekący ból na wewnętrznej części prawej dłoni.
Szybko podniosłem rękę i spojrzałem na nią. Moim oczom ukazała się okrągła
ranka która obficie krwawiła. Pachniała jak kwiaty, albo miód. Po chwili to
samo stało się z drugą dłonią. Z przerażenia cofnąłem się do tyłu i przez
przypadek upadłem. Instynktownie podparłem się rękami i przy okazji zabrudziłem
posadzkę krwią.
W kościele było raptem kilka osób. Jakieś starsze panie i jeden
dziadek. Sędziwy wiek nie przeszkodził im jednak pobiec sprintem na plebanię i
zawiadomić księdza.
Na początku myśleli, że symuluję. Że to jakieś nastoletnie
wygłupy …. Mój ojciec bał się, że jestem chory psychicznie i sam zrobiłem sobie
dziury w dłoniach. Szkoda, że nie miał racji …
Kiedy dolegliwości zdrowotne księży który mnie oglądali
zniknęły, miejscowi wierni wpadli w prawdziwą euforię. Mój dotyk uzdrawiał. W
pewnym momencie zaczęło mi się to nawet podobać, przyznaję. Przychodziły
prawdziwe tłumy. Dotykali stygmatów i prosili o uzdrowienie. Stałem się lokalną
gwiazdą, a do tego czułem, że Bóg obdarza mnie swoją łaską.
Pewnego dnia do mojego domu przyszli koledzy z klasy.
Przepraszali mnie, że tak olewali zajęcia religii … przepraszali mnie jakby
zwracali się do samego Jezusa.
Jeden z nich stał z tyłu i z zaciekawieniem gładził swoją krótką
bródkę. Był to ten sam uczeń który kiedyś poniżył w dyskusji naszego katechetę.
Powoli i spokojnie podszedł do mnie i spojrzał na stygmaty … wciąż kapała z
nich krew. Zerknął na stojące dookoła miski wypełnione posoką.
– Ile litrów? – zapytał.
– Około dziesięciu dziennie. – odparłem.
Kiwnął głową z uznaniem, odwrócił się na pięcie i skierował
w stronę wyjścia. Tryumfowałem … niewierny Tomasz odszedł pokonany.
Wtedy stało się jednak coś niespodziewanego. Spojrzał na
mnie stojąc na progu i z uśmiechem na ustach powiedział – Wiedziałeś, że Rzymianie wbijali gwoździe w nadgarstki a
nie w dłonie?
Instynktownie przełknąłem ślinę. Co to ma być za zagadka? –
pomyślałem – Pewnie mnie wrabia.
Następnego dnia kazałem mamie przynieść laptop i wyszukać
informacje o sposobach krzyżowania przez Rzymian. Długo czytałem strony
internetowe i książki. Niestety. To była prawda … skoro więc Jezusowi zostały
przebite nadgarstki to dlaczego krwawią mi dłonie? Zasiało to we mnie ziarno
niepewności.
Tej nocy nie mogłem spać … zasnąłem dopiero nad ranem kiedy
słońce zaczęło wyłaniać się zza horyzontu. Ku mojemu przerażeniu nie mogłem poruszyć żadną częścią
ciała. Byłem sparaliżowany. Nie mogłem mówić, ani nawet poruszać oczyma. Kiedy jednak moich uszu dobiegła modlitwa ludzi koczujących
pod moim domem, moje ciało samoistnie się podniosło i udało się na werandę. Wbrew woli stanąłem przed tłumem i rozłożyłem ramiona
prezentując stygmaty. Wierni krzyknęli niczym w obłędzie.
Coś zaczęło poruszać moimi ustami i wypowiadać słowa. – Bądźcie błogosławieni w Imię Pańskie
Wierni chórem odpowiedzieli – Alleluja!
Nie wiedziałem co się dzieje, dopóki nie zauważyłem dwóch
świetlistych istot przypominających aniołów którzy stali z moich boków. Jeden z
nich trzymał rękę na mojej głowie. To on mną poruszał.
Spojrzałem na tłum i zobaczyłem jak wiele dziwnych istot
unosi się nad zgromadzeniem i wchłania jakąś białą substancję podobną do pary… lub
energię wydzielaną przez gorliwie się modlących. To było straszne … jakby
pożerano ich dusze.
Nagle przyprowadzono do mnie szamoczącego się i krzyczącego,
opętanego człowieka. To był mój kolega z klasy … ateista który powiedział mi o
gwoździach dzień wcześniej.
Moja ręka mimowolnie dotknęła jego głowy, a usta
wypowiedziały – „Bądź wolny”
W tamtej chwili czarna istota wyłoniła się z jego ciała.
Padł na kolana i łzami w oczach podziękował. Złożył ręce i zaczął się modlić.
Serce podeszło mi do gardła.
Wtedy anioł który trzymał mnie za głowę spojrzał na ciemną
istotę i powiedział.
– W Bączynie na Podlasiu zaczynają wątpić.
Ciemna istota kiwnęła głową i zniknęła.
W jednej chwili zrozumiałem …
Heh. Zabawne … przypomniały mi się słowa Jezusa których
sensu kiedyś nie rozumiałem … „Boże mój, Boże mój … Czemuś mnie opuścił?”
Witaj w matrixie … bateryjko.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz